9 czerwca 2020

150 z 409 działających w Polsce spółek rolniczych, a więc wielkich gospodarstw użytkujących po ponad tysiąc hektarów, może zniknąć z rynku na skutek przepisów wprowadzonych w 2011 r. Nie zdecydowały się one oddać do państwowych zasobów 30 proc. użytków dzierżawionych od Skarbu Państwa, licząc na zmianę przepisów. W efekcie, wraz z wygasaniem umów, będą tracić prawo do użytkowania ziemi. Ta będzie przydzielana rolnikom indywidualnym, ponieważ docelowy model rolnictwa w Polsce ma być oparty na gospodarstwach rodzinnych.

 

O to jakie mogą być ekonomiczne skutki tej poważnej zmiany w polskim rolnictwie, jaką może być wyeliminowanie z rynku części wielkoobszarowych gospodarstw rolnych pyta Dziennik Gazeta Prawna w artykule Jeśli wielkie gospodarstwa znikną ucierpi gospodarka. Przedstawiciele branży rolno-spożywczej, resortu rolnictwa, związków zawodowych zrzeszających rolników oraz ekspertów zajmujących się tematyką rolną oceniało skutki tych zmian w polskim rolnictwie.

 

Likwidować czy wspierać?

Jan Krzysztof Ardanowski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie krył, że w Polsce promowany jest rozwój gospodarstw rodzinnych. Jego zdaniem potencjał produkcji rolnej jest bardzo duży i jest miejsce dla wszystkich rodzajów gospodarstw.

Mariusz Olejnik, prezes Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych podkreślał, że trzeba zatrzymać proces likwidacji wielkoobszarowych gospodarstw i w ramach nowego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) wspierać ich rozwój. Jego zdaniem należy przemodelować programy inwestycyjne w ramach PROW, tak, by dać znacznie większe dofinansowanie do współużytkowania maszyn czy dla grup producentów rolnych.

Pytał także o to dlaczego istnieje aż 41 rolniczych spółek Skarbu Państwa? Racjonalne byłoby utrzymanie tylko tych, które pełnią ważną rolę w zakresie postępu hodowlanego czy nasiennego. Pozostawienie państwowych spółek typowo produkcyjnych, czy łączenie spółek hodowlanych z gospodarstwami przejętymi od dzierżawców nie powinno mieć miejsca – powiedział.

Jego zdaniem mimo planowanego mniejszego unijnego budżetu na rolnictwo, możemy osiągnąć jeszcze lepsze efekty. Należy jednak zracjonalizować PROW, koniecznie powiązać płatności z produkcją rolniczą, wspierać gospodarstwa perspektywiczne. Bezwzględnie trzeba też oddzielić funkcje gospodarcze od socjalnych – podkreślał Mariusz Olejnik.

 

Straty lokalne

Eksperci zwracali uwagę na to, że konsekwencje znikania z rynku wielkich gospodarstw mogą ponieść budżety gmin i powiatów i lokalne społeczności.

Grzegorz Cymiński, dyrektora biura Rady Krajowej NSZZ RI „Solidarność” podkreślał, że wszystkie gospodarstwa płacą do samorządów gminnych taki sam podatek rolny uzależniony od bonitacji ziemi. Jego zdaniem:

Tworzenie gospodarstw rodzinnych, prowadzona w nich produkcja i przetwarzanie żywności, skutkują więc wzrostem dochodów gmin.

 

Grzegorz Wysocki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa w RP podkreślał, że w wielu przypadkach przedsiębiorstwa rolne są największymi pracodawcami w gminie lub nawet w powiecie. Dlatego, jak wyliczył, lokalne samorządy stracą nie tylko dochody z podatków, ale po zwolnieniu pracowników na skutek likwidacji dużych gospodarstw nie będą też odprowadzane składki na ZUS, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Pracy.

Zabranie ziemi gospodarstwom spowoduje więc identyczne skutki gospodarcze, jak na początku lat 90. ubiegłego wieku. Znowu państwo poprzez swoje działania doprowadzi do degradacji środowiska skupionego wokół tych spółek – dodał Grzegorz Wysocki, podkreślając, że lokalna społeczność straci hojnego mecenasa.

 

Osoby zarządzające gospodarstwami towarowymi mają pełną świadomość społecznej odpowiedzialności biznesu. Przedsiębiorstwa te ze względu na miejsce prowadzonej działalności to często jedyny duży pracodawca w okolicy. Działają na rzecz lokalnej społeczności poprzez wsparcie szeregu instytucji, tj. domów kultury, szkół i przedszkoli, klubów sportowych, jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej. Przeznaczają pieniądze na poprawę infrastruktury czy ochronę środowiska. Jest to możliwe dzięki dobrym wynikom ekonomicznym – dodał Arkadiusz Gasidło, kierownik działu agrotechniki w spółce Bielmar.

 

Koszty społeczne

Duże gospodarstwa przejmują na własne barki niedociągnięcia systemowe państwa. Te gospodarstwa edukują, wspierają potrzebujących, są miejscem pracy dla tysięcy ludzi. To one powodują, że mniejsze gospodarstwa nie muszą się zadłużać, ponieważ istnieją kooperatywy, choćby świadczenia usług. Mało tego jest wiele przykładów, że właściciele mniejszych gospodarstw pracują też w dużych gospodarstwach, ich dzieci korzystają z programów stypendialnych oferowanych przez takie gospodarstwa – przekonywała dziennikarka zajmująca się od lat tematyką byłych pracowników PGR’ów, Joanna Warecha.

Konsekwencje dla przemysłu

Dla przetwórstwa rolno-spożywczego, gospodarstwa wysokotowarowe to partner biznesowy, który gwarantuje produkcję oraz dostawy znacznych i powtarzalnych ilości płodów rolnych. Co bardzo istotne, o wysokiej i jednolitej jakości, to z kolei pozwala na spełnienie wymogów stawianych przez przepisy prawne oraz certyfikowane systemy zarządzania bezpieczeństwem jakości żywności, ale również pasz – ocenił Arkadiusz Gasidło.

 

Podkreślił, że prowadzenie w pełni transparentnego procesu produkcyjnego z zachowaniem idei bezpieczeństwa żywności „od pola do stołu”, pozwala na identyfikację poszczególnych jego uczestników na każdym etapie wytwarzania produktu. Działania te są odpowiedzią na oczekiwania współczesnych konsumentów oraz gwarancją, że finalny odbiorca otrzyma pełnowartościowy i bezpieczny produkt.

Przerwanie łańcucha dostaw spowoduje czasowe problemy w sektorze rolno-przetwórczym, straci sektor usług rolniczych, a później i sami właściciele gospodarstw indywidualnych, którzy przejmą dzierżawy. Możliwa jest również degradacja gruntów spowodowana brakiem utrzymania odpowiedniej kultury agrarnej. Już teraz pojawiają się informacje o odłogowaniu gruntów przejmowanych wyłącznie ze względu na dopłaty bezpośrednie – stwierdził Grzegorz Wysocki.

Likwidacja gospodarstw wielkotowarowych, odbędzie się ze znaczną szkodą dla naszego rolnictwa oraz przetwórstwa spożywczego. Obawiam się, że będziemy zmuszeni mierzyć się z zachwianiem w krajowym łańcuchu dostaw surowców do przetwórstwa. Będzie się to tyczyło dostępnych ilości produktów rolnych, cen, jak również niekorzystnie może się to odbić na jakości. Należy zakładać, że w przypadku likwidacji gospodarstw wysokotowarowych luki po ich produkcji z dnia na dzień nie są w stanie wypełnić wyłącznie gospodarstwa indywidualne – stwierdził Gasidło, wyrażając żal, że może zostać zaprzepaszczony wieloletni dorobek gospodarstw wielkotowarowych.

Przerwanie łańcucha dostaw spowoduje czasowe problemy w sektorze rolno-przetwórczym, straci sektor usług rolniczych, a później i sami właściciele gospodarstw indywidualnych, którzy przejmą dzierżawy. Możliwa jest również degradacja gruntów spowodowana brakiem utrzymania odpowiedniej kultury agrarnej. Już teraz pojawiają się informacje o odłogowaniu gruntów przejmowanych wyłącznie ze względu na dopłaty bezpośrednie – stwierdził Grzegorz Wysocki.

W jego ocenie aktualnie duże, nowoczesne spółki rolne wygrywają konkurencję z indywidualnymi gospodarstwami rolnymi. Mają niższe koszty produkcji wynikające m.in. ze skali działania coraz ciągłych inwestycji w sprzęt i technologie.

Długofalowym skutkiem będzie wzrost cen surowca, a co za tym idzie wzrost cen produktów dla konsumentów. W takich przypadkach rynek będzie się regulował bardzo długo, ponieważ duże spółki rolne produkują około 10 proc. surowców potrzebnych w przemyśle rolniczym – wyliczał Grzegorz Wysocki.

 

Atutem gospodarstw wysokotowarowych jest możliwość przechowania surowców. W większości posiadają one nowoczesne bazy magazynowe. Dają one możliwość bezpiecznego przechowania płodów przez kilka miesięcy po zbiorach. Z przykrością stwierdzam, że niewielkie gospodarstwa indywidualne w większości nie posiadają takich możliwości lub nie podejmują się przechowania płodów, mając obawy związane z zachowaniem parametrów surowca – ocenił Arkadiusz Gasidło.

Podkreślił, że z punktu widzenia firm przetwórstwa spożywczego, współpraca z gospodarstwem wysokotowarowym to korzyści w postaci możliwości pozyskania wysokiej jakości surowca, dużej partii towaru, ograniczenia kosztu jego pozyskania, gwarancji powtarzalności wielkości produkcji co sezon czy wreszcie zabezpieczenie ceny zakupu.

Jeżeli dojdzie do likwidacji gospodarstw wielkotowarowych, odbędzie się to z znaczną szkodą dla naszego rolnictwa oraz przetwórstwa spożywczego. Obawiam się, że będziemy zmuszeni mierzyć się z zachwianiem w krajowym łańcuchu dostaw surowców do przetwórstwa. Będzie się to tyczyło dostępnych ilości produktów rolnych, cen, jak również niekorzystnie może się to odbić na jakości. Należy zakładać, że w przypadku likwidacji gospodarstw wysokotowarowych luki po ich produkcji z dnia na dzień nie są w stanie wypełnić wyłącznie gospodarstwa indywidualne – stwierdził Gasidło, wyrażając żal, że może zostać zaprzepaszczony wieloletni dorobek gospodarstw wielkotowarowych.

 

Mariusz Olejnik, pytał po co burzyć wypracowane relacje z zakładami przetwórczymi? Szczególnie, że był to długofalowy proces, który obecnie zapewnia stałe dostawy dobrej jakości wystandaryzowanego surowca według wymogów zgłaszanych przez producentów żywności na podstawie zmieniających się potrzeb konsumentów. – Nie niszczmy tego, co dobre – apelował, dodając, że to dzięki dużym gospodarstwom transformacja polskiego rolnictwa przebiegła efektywnie, bo zagospodarowano upadające PGR-y, w znacznej części utrzymano miejsca pracy i wprowadzono nowoczesną technologie. Takie gospodarstwa są w dużej mierze gwarantem bezpieczeństwa żywnościowego kraju i przyczyniają się do wzrostu eksportu. Ponadto spełniają wiele innych zadań, będąc propagatorami nowych technologii i innowacji. Są też integratorem środowiska wiejskiego – podkreślał Mariusz Olejnik.

Nie będzie problemu?

Mówienie, że nieprzedłużenie umów dzierżawy zaburzy łańcuch dostaw jest zwykłą propagandą, ponieważ to gospodarstwa rodzinne są głównymi dostawcami zdrowej żywności do przetwórców i na rynki lokalne. Produkty z dużych gospodarstw, opartych na produkcji fermowej, często budzą zastrzeżenia konsumentów – kontrargumentował Grzegorz Cymiński. Zwrócił uwagę, że do tej pory produkcja z dużych gospodarstw w większości była eksportowana, a wystandaryzowane wysokiej jakości surowce trafiają do firm przetwórczych od grup producenckich i rolników indywidualnych.

Jan Krzysztof Ardanowski zaznaczył, że gospodarstwa rodzinne, te do 300 ha, również produkują na rynek. – Są one przyjazne środowisku ze względu na skalę i zrównoważony charakter prowadzenia produkcji rolnej. Nie widzę zagrożeń w zaopatrzeniu firm spożywczych w surowiec. Pamiętajmy też o zmianach trendów wśród konsumentów. Ogólny wzrost zamożności społeczeństwa sprawia, że rośnie zainteresowanie wyrobami tradycyjnymi, lokalnymi, takimi prosto z gospodarstwa. Na to zapotrzebowanie nie odpowiedzą duże firmy spożywcze. Jak z tego widać miejsce jest dla małych i dużych – mówił minister rolnictwa.

Mniej ideologii!

Polskie rolnictwo powinno być przede wszystkim odideologizowane. Bez tego nie ruszymy z miejsca. Do głosu musi w końcu dojść głos ekspertów, świata nauki, a nie wyłącznie działaczy politycznych, którzy mają tendencję do uogólniania, dzielenia ludzi i pielęgnowania strachów – stwierdziła Joanna Warecha.

 

Warecha dodaje, że brak jest logiki w działaniach rządzących w podejściu do rolnictwa. Gospodarstwa, które mają zostac zlikwidowane to te, które były w „Rankingu 300” tworzonym przez wiele lat przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej oraz Agencję Nieruchomości Rolnych, czyli obecny KOWR. Przecież te gospodarstwa były oceniane niezależnie i to są najlepsze gospodarstwa – argumentowała Joanna Warecha.

Zmiany tak, ale rozsądne

Zdaniem ekspertów sprawę mogłaby załatwić integracja gospodarstw indywidualnych na szczeblu lokalnym. To bowiem sprzyja przedsiębiorczości. Ale i tu rolę do odegrania mają duże gospodarstwa towarowe.

Pełnią funkcję integratora, przez co mniejsze gospodarstwa zyskują dostęp do wiedzy, technologii, kapitału i rynków zbytu. Mniejsze gospodarstwa dzięki kooperacji z gospodarstwami towarowymi, mają szansę na zwiększanie konkurencyjności oraz rozwój i poprawę efektywności. Takie wspólne działania mają już miejsce od wielu lat. Biorąc pod uwagę, że kreowanie efektywnych i trwałych więzi integracyjnych jest procesem długotrwałym, trudno spodziewać się, aby w przypadku likwidacji gospodarstw wielkotowarowych w krótkim czasie rolę tę przejęły np. spółdzielnie – tłumaczył Arkadiusz Gasidło.

 

W jego ocenie współdziałanie indywidualnych gospodarstw rolnych w ramach spółdzielni produkcyjnych nie cieszy się popularnością. Częściowo wynika to z regulacji prawnych oraz z częstego traktowanie tej formy działalności jako reliktu poprzedniej epoki. – Wydawać by się mogło, że sytuacja ulega poprawie dzięki promowaniu spółdzielczości poprzez tworzenie grup producenckich. Niestety w niedługim czasie okazało się, że głównym powodem integracji nie jest chęć poprawy i wzmocnienia konkurencyjności, lecz możliwość uzyskania unijnego wsparcia finansowego – wyjaśniał Arkadiusz Gasidło.

 

Zmiany w strukturze rolnictwa mogą negatywnie wpłynąć na jego potencjał konkurencyjny

Prof. Walenty Poczta, Dziekan Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu tłumaczy, że gospodarstwa rolne o powierzchni powyżej 300 ha gospodarują w Polsce na niewiele ponad 10 proc. wszystkich użytków rolnych. Jest ich w sumie ok. 2,5 tys. i działają na 1,5 mln ha. Zatem ich udział w użytkowaniu ziemi nie jest duży. Przeciętnie takie gospodarstwo ma w swoich rękach ok. 600 ha. Kolejne 11 proc. stanowią gospodarstwa o powierzchni od 100 do 300 ha. Największy udział w użytkowaniu ziemi rolniczej, na poziomie 78 proc., mają zatem gospodarstwa poniżej 100 ha.

Wzrasta udział użytków rolnych w grupie obszarowej pomiędzy 30 a 100 ha. A 30 ha jest właśnie granicą, od której zauważalny jest przyrost. Tymczasem w krajach o rolnictwie konkurencyjnym wobec polskiego, a myślę tu o Niemczech, Holandii, Danii, czy północnej Francji, które mają podobną strukturę produkcji rolnej do naszej, najszybciej przybywa gospodarstw o wielkości powyżej 100 ha. Widać więc, że podążamy śladem innych krajów w Europie, ale wolniej i kilka kroków z tyłu, co przyczynia się do pogłębiania różnic w strukturze obszarowej między Polską a innymi państwami. Likwidacja dużych gospodarstw, na skutek nieprzedłużania dzierżawy, może jeszcze tylko tę różnicę pogłębić, bo dojdzie do większego rozdrobnienia w rolnictwie. To z kolei może odbić się na opłacalności i konkurencyjności sektora.

Zmniejszenie znaczenia roli gospodarstw dużych może prowadzić do zaburzenia w łańcuchu dostaw, czy eksporcie. Duże gospodarstwa rolne są bowiem głównym dostawcą produktów do przemysłu spożywczego i na zagraniczne rynki – podkreśla prof. Poczta.

 

Na koniec prof. Poczta dodał jeszcze, że przekonanie o tym, że to małe gospodarstwa są w największym stopniu przyjazne środowisku jest nieprawdziwe.

Otóż, wielkość nie ma tu znaczenia. Istotne jest to, czy takie gospodarstwo jest głównym źródłem utrzymania dla jego właściciela, czy tylko elementem dodatkowym, bo podstawową pracę świadczy gdzie indziej. Jeśli tak jest, to często dbałość o glebę i jakość procesu produkcji jest mniejsza. Mam więc nadzieję, że pierwiastek racjonalności zwycięży przy przedłużaniu dzierżaw.