29 maja 2020

Dziennik Gazeta Prawna w zorganizowanej w czasie epidemii koronawirusa zdalnej debacie zapytał o wizję przyszłości polskiego rolnictwa resort rolnictwa, organizacje zrzeszające rolników oraz ekonomistów i ekspertów zajmujących się tematyką rolną.

Pierwszy odcinek, opublikowany na łamach dziennika 25. maja br., Czy grozi nam powtórka z upadku PGR-ów? poświęcono społecznym konsekwencjom likwidacji gospodarstw towarowych.

Zmiana zasad dzierżawienia gruntów może prowadzić do likwidacji wielkoobszarowych gospodarstw, dających dziś pracę dziesiątkom tysięcy osób. Eksperci mówią o poważnych konsekwencjach społecznych, porównywalnych z likwidacją państwowych gospodarstw rolnych na początku lat 90. XX wieku – czytamy w Dzienniku.

Poruszono ważny problem, z którym bezpośrednio i pośrednio, poprzez łańcuch biznesowych powiązań, przyjdzie zmierzyć się nawet dwustu tysiącom osób. Eksperci szacują, że w przedsiębiorstwach rolnych jest obecnie zatrudnionych do 50 tys. osób. Często są to pracownicy dawnych PGRów, którzy w latach dziewięćdziesiątych zostali z dnia na dzień pozbawieni wszystkiego. Wówczas dwa miliony osób straciło pracę, szanse na godne życie i nadzieję na jutro. Wielu z nich do tej pory żyje w cieniu wydarzeń sprzed trzydziestu lat. A ci, którzy odważyli się zawalczyć o siebie, swoje rodziny i współpracowników muszą mierzyć się dzisiaj z powtórką z historii. Wszystkim, którzy uwierzyli zapewnieniom ówczesnych władz i wydzierżawili ziemie, należące wcześniej do państwowych gospodarstw rolnych, utrzymując miejsca pracy, inwestując i latami rozwijając gospodarstwa dziś, po raz drugi, zostawia się samy sobie wobec postanowień ustawy przez wielu uznawanych za niezgodną z Konstytucją.

Do 2033 r. gospodarstwa, które powstawały głównie na terenach popegeerowskich (…) mają się pozbyć prawie 192 tys. ha. Oznacza to poważne zmiany na rolniczej mapie Polski i – w ocenie wielu ekspertów – uruchomienie niekorzystnych procesów społecznych. Szacuje się, że z rynku zniknie znaczna część gospodarstw wielkotowarowych, a segment największych przedsiębiorstw rolnych zmniejszy się przynajmniej o ok. 15 proc. Państwo zamierza przekazać odzyskaną ziemię rolnikom indywidualnym. (…)

Zmiany w strukturze wsi

Specjaliści biją na alarm, mówiąc o postępującym rozdrabnianiu polskiej wsi. Te niepokojące zmiany w strukturze rolnictwa mogą tylko pogłębić problemy mieszkańców wsi. Spośród 1,4 mln wszystkich gospodarstw rolnych, ponad 1 mln ma obszar do 10 ha, co stanowi 28 proc. użytków rolnych. W sąsiednich krajach średnia wielkość gospodarstwa jest kilkukrotnie większa niż w Polsce. W 2018 r. co czwarte gospodarstwo na wsi żyło poniżej relatywnej granicy ubóstwa.

Wspieranie gospodarstw rodzinnych, wyrównywanie szans i poziomów życia służy niwelowaniu niekorzystnych zmian związanych z dezagraryzacją, twierdzi Jan Krzysztof Ardanowski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi i odwołuje się do Konstytucji RP, której artykuł 23 wprost stanowi, że podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne. Podkreśla, że odzwierciedlenie tego zapisu znalazło się w ustawie z 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego.

Dodaje też, że dzierżawcy wiedzieli jaka przyszłość ich czeka, zatem – Twierdzenie, że stracą pracę na skutek nieprzedłużania dzierżaw, jest z gruntu fałszywe.  Duże gospodarstwa rolne ograniczają zatrudnienie poprzez zakupy wydajnego sprzętu. (…) Ziemia rolna jest dobrem nieodnawialnym, stale się kurczącym – uzupełnia.

Podobnie uważa Grzegorz Cymiński, przekazujący stanowisko Prezydium Rady Krajowej NSZZ RI „Solidarność”, podkreśla, że prowadzona od kilku lat polityka państwa zmierza w kierunku, powiększania i tworzenia gospodarstw rodzinnych, między innymi w oparciu o ziemię z kończących się umów dzierżaw dużych gospodarstw. – To gospodarstwo rodzinne zgodnie z art. 23 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi podstawę ustroju rolnego państwa i to właśnie te gospodarstwa prowadzone przez rolników indywidualnych i ich rodziny powinny podlegać szczególnej ochronie prawnej i mieć tworzone warunki do godnej egzystencji oraz do rozwoju i tłumaczy, że dzierżawca ziemi nie może żądać takich praw, jakby był właścicielem. Dalej dodaje, że duże gospodarstwa nie utrzymują więzi społecznych z lokalną ludnością i samorządami, nie angażują się w życie społeczne.

Masowe zwolnienia i przeludnienie agrarne?

Innego zdania jest Grzegorz Wysocki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa w RP, który wskazuje, że w odróżnieniu od gospodarstw rodzinnych przedsiębiorstwa rolne zatrudniają pracowników przede wszystkim w oparciu o umowę o pracę, płacą od ich wynagrodzeń podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne. W związku z tym ich likwidacja wiązać się będzie z pogorszeniem się sytuacji ekonomicznej mieszkańców wsi. Dojdzie bowiem do masowych zwolnień. – Skutki będą katastrofalne dla pracowników, członków ich rodzin, lokalnych społeczności, a przez to i dla samego państwa. Zamiast dobrze działającej firmy – ubóstwo i zasiłki dla bezrobotnych. Zamiast rozwoju regionów – stagnacja.

Dr hab. Monika Stanny, dyrektor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN wskazuje, że powinno się szanować dualność polskiego rolnictwa wynikającą z tradycji, nie dopuszczając przy tym do większego rozdrobnienia. Wskazuje na pozytywne przykłady symbiozy obu form organizacyjnych, budowanych latami.

To jest niematerialny kapitał, niełatwy do zbudowania. Co więcej, takie przedsiębiorstwa integrują także drobnych rolników w łańcuch dostaw, pełniąc rolę pasa transmisyjnego dla przetwórstwa rolnego – tłumaczy M. Stanny i dodaje, że będąc dużym, często jest też jedynym pracodawcą w regionie dla rodzin tzw. popogeerowskich czy posiadających małą działkę rolną. Ze względu na brak transportu miejskiego, nie będąc w stanie dojechać do najbliższego miasta, te osoby mogą zostać wykluczone z dostępu do rynku pracy w w mieście.

Duże gospodarstwa rolne, stwierdza dalej dr Stanny, wykraczają dziś poza funkcje produkcyjne związane z rolnictwem, wchodząc w rolę integratora lokalnej społeczności. Często są organizatorami eventów na obszarach wiejskich, prowadzą fundacje wspomagające miejscową ludność, znają ich potrzeby. Jednocześnie świadomie realizują w lokalnych środowiskach zadania wynikające z odpowiedzialności społecznej przedsiębiorstw.

Obserwowane „kroczące wywłaszczenie” towarowych gospodarstw prowadzi do ich stopniowej likwidacji, co powoduje nieodwracalne straty w złożonej tkance polskiej wsi, nie tylko rolnictwa jako sektora gospodarczego – podsumowuje.

Czy zatem ziemie dziś uprawiane przez firmy rolne to jedyne na jakie mogą liczyć rolnicy indywidualni?

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny od 1992 r. do Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa wróciło 4,7 mln ha, z czego zdecydowana większość, bo aż 3,8 mln ha (79 proc.) – pochodziła ze zlikwidowanych państwowych przedsiębiorstw gospodarki rolnej. Na koniec 2018 r. w Zasobie pozostawało prawie 1,4 mln ha, w tym ok. 207 tys. ha czekało na rozdysponowanie.

– „W Polsce nie ma głodu ziemi, jest głód rozumu” to cytat z prof. Józefiny Hrynkiewicz z Prawa i Sprawiedliwości, która tak odnosiła się do procesu likwidowania bardzo dobrze funkcjonujących gospodarstw. Głód ziemi jest wyłącznie hasłem politycznym. Odbierana ziemia… leży w wielu miejscach odłogiem – podkreśla Joanna Warecha, (działaczka społeczna i dziennikarka) dodając, że powszechnym procederem na polskiej wsi jest wyłącznie „uprawianie dopłat” – czytamy dalej.

Dr hab. Stanny twierdzi, że – drogą do tego, by w małych gospodarstwach produkcja rolna była opłacalna, jest zwiększanie zasobu ziemi, a nie liczby pracowników. Inaczej efekt będzie zupełnie odwrotny. Tymczasem średnia wielkość gospodarstwa rolnego składającego wniosek o płatności obszarowe od 10 lat niemal stoi w miejsku (jest to niewiele ponad 8 ha). Nawet podwojenie powierzchni gospodarstw nie stwarza warunków do osiągania parytetowych dochodów w relacji do sfery pozarolniczej w Polsce.

Tłumaczy, że nieprzedłużanie dzierżawy może skutkować, znanym już w historii niepodległej Polski zjawiskiem przeludnienia agrarnego, czyli nadmiarem siły roboczej w rolnictwie. Należy pamiętać, że z powodu panującej obecnie pandemii wiele osób straci pracę i wróci na wieś. To bardzo pogorszy sytuację. W Polsce udział pracujących w rolnictwie indywidualnym na wsi sięga wciąż 22 proc. osób w wieku produkcyjnym. Dla porównania, w krajach zachodniej Europy jest to średnio około 5 proc. Dlatego nie powinniśmy stwarzać czynników prowadzących do wzrostu zatrudnienia we wciąż relatywnie mało efektywnych gospodarstwach.

Jakie rozwiązania?

Specjaliści wskazują, że zapis o utrzymaniu zatrudnienia, jak było w przypadku dzierżawy ziem popegeerowskich oraz umożliwienie dzierżawy ziemi na warunkach równych z rolnikami indywidualnymi mogłoby być szansą dla pracowników obecnych gospodarstw towarowych na kontynuowanie pracy w zawodzie i wzrostu bezrobocia na wsi.

– Stawianie pracowników zatrudnionych w największych gospodarstwach na równi z rolnikami posiadającymi gospodarstwo rolne nie ma najmniejszego sensu. Przede wszystkim ci pierwsi nie mają wystarczających zasobów, aby startować do przetargów na dzierżawę, nie prowadzą produkcji rolnej. Ale oczywiście nikomu nie zamykamy drogi do dzierżawy. Jeżeli pracownicy zorganizowaliby się np. w postaci spółdzielni czy spółki, to mogą brać udział w przetargu – wyjaśnia Jan Krzysztof Ardanowski.

Jeszcze nie jest za późno, żeby zatrzymać idące w złym kierunku zmiany. Mimo niełatwej sytuacji gospodarczej, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, można zapobiec obniżaniu konkurencyjności rolnictwa i wycofać się ze złych rozwiązań.

– To, co się w tej chwili dzieje, jest czystą fikcją. W czasie realizowania filmu dokumentalnego „Nieziemskie historie” spotkałam się z wieloma młodymi rolnikami, którzy uczestniczyli w przetargach i twierdzą, że to farsa, wszyscy wiedzą o co chodzi. Rolników, którzy chcą uprawiać ziemię, jest coraz mniej. Najwięcej staje do przetargów tych, którzy chcą jedynie „uprawiać” dopłaty bezpośrednie – mówi Joanna Warecha.

Utrzymanie miejsc pracy, zwłaszcza w gospodarstwach towarowych o wysokim poziomie kultury technicznej, oferujących młodym ludziom atrakcyjną i dobrze płatną pracę, jest w interesie każdej ze stron. Zatrzymanie młodych na wsi powinno być traktowane jako cel sam w sobie, bo jest jedynym sposobem, żeby zniwelować, a przynajmniej złagodzić negatywne skutki starzenia się społeczności wiejskich i małych miasteczek. Na wsi trudno jest znaleźć pracę wymagającą wysokich kwalifikacji, z płacą na poziomie konkurencyjnym dla miasta. Nowoczesne spółki rolne to zapewniają – podsumowuje Grzegorz Wysocki.

Kolejna część cyklu ma być poświęcona efektom gospodarczym, w tym dla sektora rolno-spożywczego.

Pełna treść artykułu tutaj.